Służba r. 5


Rozdział 5

Severus zaczynał się powoli przyzwyczajać do bycia niewolnikiem Potterów. Traktowali go lepiej, niż mógłby oczekiwać – od dwóch tygodni chcieli, by jadł razem z nimi. Spodziewał się, że pan Potter zechce się na nim zemścić – pamiętał, że zdecydowanie nie był jego ulubionym nauczycielem.
Tak się jednak nie stało, a zakres jego obowiązków był niewielki – przede wszystkim zajmowanie się paniczem Teddym. Od sprzątania, usługiwania przy stole, zmywania i tym podobnych rzeczy był bowiem stary skrzat domowy, Stworek – a niewolnik nie ośmieliłby się czegokolwiek chcieć od istoty stojącej wyżej od niego.
Teraz właśnie Stworek zajmował się praniem, a Snape pilnował panicza Teddy’ego. Pan Potter był w kuchni, przygotowując coś, co miało być niespodzianką dla żony. Zastanowił się przez chwilę, czemu mężczyzna zniża się do zajmowania się kuchnią – uczono go, że to rola kobiety – ale nie ośmielił się nic powiedzieć.
Jego właściciel wyszedł z kuchni, niosąc parujące talerze.
– Nie bój się, to jest jadalne – powiedział, źle interpretując jego zdziwiony wzrok.
Severus ugryzł się w język, bowiem naszła go chęć spytać, o ile lepsze są potrawy Pottera od jego eliksirów.
– Umiem gotować. Nauczyłem się dawno – w jego oczach na chwilę pojawił się cień, którego Severus nie umiał zinterpretować – a Ginny nie odziedziczyła po swojej mamie magicznych wręcz umiejętności w kuchni.
Ledwie przekąska-niespodzianka pojawiła się na stole, płomień w kominku zabarwił się na zielono. Snape nie okazał zaskoczenia – powiedziano mu, że to dzień ślubu panny Granger, a Potterowie są świadkami. Zamiast tego zajął się rozkładaniem sztućców.
– Na Merlina! – wykrzyknął naraz głos, który wydał mu się bardzo znajomy i nie należał do panny młodej.
Niewolnik zwalczył pokusę odwrócenia się, zamiast tego dokończył swoje zadanie i stanął, wpatrując się w podłogę u stóp właściciela.
– Profesor McGonagall… nie sądziliśmy, że uda się pani przyjść – powiedział tymczasem Potter.
– Odkąd zostałam dyrektorką, moje lekcje nie są tak bardzo obciążające, jak kiedyś – odpowiedział znajomy głos. – Powinniście się zbierać, skoro pełnicie tak odpowiedzialne funkcje…
– Już dziesiąta? – pani Potter wychynęła zza najbliższych drzwi. – Harry, pani profesor ma rację… Co jest nie tak z twoim krawatem?
– Nie udało mi się go dobrze zawiązać… – Severus usłyszał ślad tłumionego śmiechu w głosie właściciela.
– Ech. Założę się, że ci mugole nic ciebie nie nauczyli… – Ginny Potter machnęła różdżką i krawat jej męża zawiązał się od nowa. – Severus idzie z nami?
Potter wzruszył ramionami, po czym odwrócił się do niego z pytającym spojrzeniem. Snape wziął głęboki oddech, ale nic nie powiedział. Jak mógł mieć zdanie na jakikolwiek temat? To była decyzja jego właściciela.
– Severus Snape? – Minerwa McGonagall odzyskała głos. – Co ty tu robisz?
– Robię to, co mi nakaże właściciel – powiedział obojętnym głosem, rad, że może uniknąć odpowiadania pani Potter.
Dyrektorka syknęła jak rozwścieczona kotka.
– Niewolnik? Myślałam, że Severus nie żyje! Ale to… to jest niewyobrażalne! Gdyby twoja matka mogła to widzieć, panie Potter…
– Moja matka nie żyje. A gdyby żyła, zrobiłaby to samo, co ja. Chciałem go uwolnić, ale… prawo… – Potter skrzywił się.
Minerwa syknęła znowu. Severus nie odważył się spojrzeć w twarz swojej dawnej współpracownicy. Zapadła niezręczna cisza, którą przerwała pani Potter, dziękując mężowi za niespodziewane przekąski, a potem deportując się razem z Minerwą. Potter wyciągnął do niego rękę.
– Szkoda, że nie masz różdżki… – westchnął.
Snape był rad z następującej zaraz potem deportacji, bo był pewien, że jego twarz zdradziła, co myśli o tym stwierdzeniu. Jego własna różdżka była zniszczona… Nikt inny nie pomyślałby nawet o oddaniu różdżki w ręce niewolnika… nie byle jakiego niewolnika, ale mordercy
Severus zajął miejsce, które mu wskazał właściciel, i obojętnie przyglądał się wydarzeniom. Pan Potter miał na sobie szmaragdowozielone szaty wyjściowe i pasujący do nich krawat – niewolnik domyślał się, że był to pomysł pani Potter. Sama pani Potter miała na sobie złocistą sukienkę, która nie wyglądała na nową.
Wszystkich przyćmiło jednak wejście panny młodej. Snape próbował skupić wzrok na postaci panny Granger – byle tylko nie patrzeć na człowieka, który zostawał jej mężem. Nie był pewny, jak zareaguje pan Ronald Weasley na jego obecność…
W pewnym momencie jednak zamiast wesela Granger i Weasleya przed oczami stanęło mu inne wesele. Pan młody miał niesforne czarne włosy. Panna młoda – rude. Severus wiedział, że to nie wesele jego właściciela – nie było go na nim. Czyje więc? Wtedy panna młoda odwróciła się w jego stronę i zobaczył zielone oczy – oczy kobiety, która nawiedzała go we snach.
Potrząsnął głową, mając nadzieję pozbyć się natrętnego wspomnienia. Nie chciał o tym myśleć, nie chciał. Nie chciał wspominać kobiety, która miała na imię Lily… Poczuł na ramieniu czyjąś dłoń.
– Dobrze się czujesz? – zapytał jego właściciel.
Jego właściciel. Potter. Syn Lily. Snape czuł się, jakby miał zaraz zwymiotować. Wczepił palce we włosy, jakby chcąc razem z nimi wyciągnąć uparte wspomnienia. Chciał zapomnieć, zapomnieć…! „Sev…” usłyszał w umyśle jej głos. Nie… nie był już Sevem. Był niewolnikiem!
Severus nawet nie zorientował się, kiedy wesele dobiegło końca. Próbował się uspokoić, głębokie oddechy nie pomagały, zaczął więc wyliczać w myślach składniki eliksirów… ale każdy z nich przypominał mu, jak pracował razem z Lily na lekcjach Slughorna…
Kiedy trochę oprzytomniał, usłyszał kobiecy głos.
– Severus, co ci się stało? Wyglądałeś, jakbyś zobaczył ducha…
W jego polu widzenia znalazła się inna twarz. Znajoma twarz, ale w tej chwili Snape widział tylko zielone oczy. Oczy Lily. Lily. Lily jest tutaj – pomyślał i zanim zdążył się zastanowić nad tym, zaczął mówić gwałtownym, pełnym emocji głosem.
– Lily, nie możesz za niego wyjść… nie możesz… on cię doprowadzi do śmierci… Lil, musisz uciekać… nie ufaj Huncwotom… Black i Pettigrew nie są godni zaufania… nie możesz, Lily… weź chłopca i uciekaj… V-Voldemort go szuka…
Severus usłyszał głośne wciągnięcie powietrza.
– Nie jestem Lily. – powiedział głos. – Nie jestem Lily Evans.
Snape poczuł, jak ogarnia go czerń. Jak zza ściany usłyszał jeszcze:
– Można było się tego spodziewać… mogłem się tego spodziewać… Severus!

A/N: Betowane, jak zwykle, przez Nyks z forum Mirriel.

———————————————————

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Dodaj komentarz

Filed under My stories, Polski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s