Służba r10


Pan Potter dotrzymał słowa, pomyślał Severus, siedząc na swoim łóżku i zabawiając małego Lupina. Pani Potter wyszła na kolejny trening, a jej mąż porządkował papiery przed misją – z tego, co wiedział niewolnik, jego pierwszą.

–         Severus! – do salonu zajrzał jego właściciel. – Teddy powinien odpocząć, a ja mam do ciebie małą prośbę.

Prośbę? Jak jego właściciel może go o cokolwiek prosić? Przecież pan jest od wydawania rozkazów, a niewolnik od ich wykonywania. Proste. Czemu Potter nie może tego zrozumieć? Snape zaniósł chłopca do pokoju i tak długo czytał mu bajki, aż ten zasnął. Następnie udał się na poszukiwania pana Pottera.
Właściciel siedział przy swoim biurku i kończył właśnie chowanie papierzysk do teczek. Ujrzawszy Severusa, wrzucił pospiesznie teczki do biurka.

–         Sorry, „ściśle tajne”. Dziękuję, że przyszedłeś… usiądziesz?

Niewolnik zawahał się na chwilę, a potem wykonał polecenie – automatycznie.

–         Czego pan sobie życzy, panie Potter?

Młody auror poprawił się nerwowo na krześle. Zaplótł palce, potem je rozplótł i przeczesał dłonią włosy. Snape pamiętał, że jego właściciel robił tak, kiedy był zdenerwowany. Milczał więc i czekał, aż ten się odezwie.

–         Znał- znałeś moją matkę – Potter chrząknął i potarł dłonią twarz. – Może mógłbyś mi coś o niej opowiedzieć?

–         Nie pamiętam dużo, panie Potter… Nie wiem, czego pan ode mnie oczekuje…

–         Nieważne. Cokolwiek – jego właściciel mówił gwałtownie, urywanym głosem. – Cokolwiek.

Niewolnik przypomniał sobie rozmowę, którą przypadkiem usłyszał jakiś czas temu. Pan Potter nic nie wiedział o swojej matce… o Lily. Zamknął oczy i próbował przypomnieć sobie coś więcej, niż tylko jej twarz i głos. Nie byłby w stanie opisać jej głosu – nikt nie mógłby tego dokonać.

–         Lubiła kwiaty. Lilie, takie jak jej imię. Książki. Czytała wszystkie – mugolskie i czarodziejskie tak samo. Uwielbiała rodziców i kłóciła się z siostrą. Petunia była okropna. Nie lubiłem jej. Lily też nie.

Przerwał, potarł dłońmi skronie. Właściciel wpatrywał się w niego z napięciem, jakby spijając każde słowo. Może tak było. Przed oczami mignęła mu czarnowłosa kobieta o bladej i napiętej twarzy. Mama… Spróbował sobie wyobrazić, jak by to było nigdy jej nie znać. Gdyby umarła wcześniej…

–         Powiedz coś jeszcze – poprosił pan Potter, a Snape miał idiotyczne skojarzenie z małym Lupinem proszącym o kolejną bajkę. Nawet ton głosu był podobny…

–         Lily dużo wiedziała. Nie o magii – o niej nic nie wiedziała, póki jej nie powiedziałem. W Hogwarcie… – musiał przerwać, jakoś zaparło mu dech w piersiach – w Hogwarcie znowu wszystko wiedziała. Lily była geniuszem. Rodzice byli z niej tacy dumni. Tylko…

–         Tylko?

–         Siostra… nie pamiętam. Kłóciły się. Mówiłem już? Nie lubiłem jej siostry. Okropna była. Paskuda.

Severus zamilkł i sięgnął po podstawioną szklankę wody. Głowa go bolała. Za dużo wspomnień… zobaczył, jak błyszczą oczy jego właściciela i oczami wyobraźni znów ujrzał roześmianą, piękną, szczęśliwą Lily. Lily… dlaczego jej syn jej nie znał? Dlaczego Lily zginęła?

–         Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, Severus – powiedział cicho pan Potter, a on zdał sobie sprawę, że powiedział to na głos.

***

Severus spędził następnych kilka dni, opowiadając swojemu panu te nieliczne rzeczy, które sobie przypomniał o Lily. Wspomniał też o jej ślubie – wszak przeżył go ponownie, całkiem niedawno – ale swoje sny zachował dla siebie. Nie sądził, żeby Potter chciał słyszeć o marzeniach sennych, zwłaszcza takich.

–         Pozwól tu na chwilę, Severus – rzucił jego właściciel pewnego wieczora, a niewolnik nie był tym zaskoczony.

Snape zajął wskazane mu krzesło i odchrząknął, próbując znaleźć w swojej – dziurawej – pamięci jakąś historię, której jeszcze nie opowiadał. Kiedy tylko zaczął mówić, pan Potter uśmiechnął się lekko i podniósł dłoń.

–         Pomyślałem sobie, że zasługujesz na nagrodę, Severus. Dobrze wykonujesz swoje obowiązki. Wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni… – młody czarodziej wstał i skinął na niego, by podążył za nim.

Właściciel poprowadził Severusa do nieużywanej części domu. Noga niewolnika tu jeszcze nie postała, a sądząc po tym, jak szedł Potter, on też nie bywał tu często. Wreszcie pan Potter otworzył solidne drewniane drzwi.

Snape oniemiał. Wewnątrz znajdowały się kociołki, piecyki, a także półki uginające się od składników, które kiedyś miał w swoim laboratorium w Hogwarcie. Pokój był nawet podobnie urządzony.

–         Nie sądziłem, że lubi pan ten styl, panie Potter – powiedział wreszcie.

Pan Potter parsknął śmiechem.

– Nie lubię. Poza tym nie warzę eliksirów w domu. Nie chciałbym wysadzić go w powietrze. Za bardzo jestem do niego przywiązany.

Severus popatrzył na swojego właściciela, jakby chcąc ocenić, czy ten żartuje. Była to trzeźwa ocena jego własnych umiejętności i pasowała do tego, co pamiętał z czasów, kiedy był jego nauczycielem.

–         Nie, Severusie. To nie jest moje laboratorium, tylko twoje.

–         Moje? – powtórzył niewolnik, jakby nie rozumiejąc.

Rzeczywiście nie rozumiał. Przecież on nie miał prawa niczego posiadać.

–         Twoje. Możesz teraz wrócić do tego, co naprawdę umiesz i lubisz. W przerwie między zajmowaniem się Teddym, oczywiście. Nie śmiałbym go pozbawić twojej opieki. Bardzo cię lubi.

–         Panie Potter… – Severus nie wiedział, co powiedzieć.

–         Powiedziałeś mojej żonie, że możesz warzyć eliksiry. Masz teraz taką szansę.

 

Cdn.

Dodaj komentarz

Filed under My stories, Polski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s