Czarna magia r4


Rozdział 4

Harry Potter przestąpił z nogi na nogę. Nie mógł przestać myśleć o tym, co zasugerowała Ginny. Może Snape jednak przeżył? A może to jakaś nieznana mu przyjaciółka jego matki? Czy Molly i jego matka się znały? A Alice, biedna matka Neville’a? Ron – a dokładniej Hermiona – zasugerował, by poszukał odpowiedzi w starych rocznikach Hogwartu…
– Wejść – nakazał głos z wyraźnym szkockim akcentem.
Młody auror nacisnął klamkę i wszedł do środka. Rozejrzał się dookoła. Na pozór nic tu się nie zmieniło. Portrety na ścianach wisiały tak, jak wtedy, kiedy był tu po raz ostatni – dwa lata temu, zaraz po tym, jak pokonał Voldemorta.
– Dzień dobry, pani prof- pani dyrektor…
McGonagall machnęła ręką, ignorując jego przejęzyczenie. Harry usiadł na wskazanym miejscu. Zobaczył w oczach swojej nauczycielki smutek.
– Tak mi przykro, panie Potter. Słyszałam, co się stało. Pańska matka – Lily – panna Evans… była jedną z moich ulubionych uczennic.
– Przeklęte gazety – mruknął Potter pod nosem. – Szef chce, żebym to wyjaśnił… Czy moja matka miała w szkole jakichś wrogów?
– Panna Evans była bardzo lubiana w Gryffindorze. Najprędzej za jej wrogów mogłabym uznać pańskiego ojca i jego przyjaciół… takie młodzieńcze wygłupy, dokuczanie, przezywanie. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby ktoś mógł aż tak jej nienawidzić… A może to śmierciożercy?
– Pardon? Ach, tak. Raczej mało prawdopodobne. Gdyby chcieli, mieli aż nadto okazji przez te wszystkie lata. Musiał to być ktoś, kto nie mógł… tego… zrobić wcześniej. Czy Lily miała jakieś bardzo bliskie przyjaciółki? Pomyślałem, że może ktoś, kto był z nią bardzo związany… może chciał ją przenieść w inne miejsce…
– Albo nie może się pogodzić z jej śmiercią – dodała trzeźwo McGonagall. – Pańska matka przyjaźniła się z Dorcas Meadowes i Alice… Alice Longbottom.
– Och. – Harry zdał sobie sprawę, że ten trop donikąd nie prowadził . Dorcas nie żyła, a Alice od lat była zamknięta w Św. Mungu.
– Czy bierze pan pod uwagę również mężczyzn, panie Potter?
Harry wzruszył ramionami.
– Nic nie możemy na razie wykluczyć.
– Pierwszą osobą, która przychodzi mi do głowy, jest Severus. Profesor Snape dla ciebie. Pamiętam, że byli bardzo zaprzyjaźnieni. Nie wiem, co się stało, że zerwali kontakty. Może poszło o pańskiego ojca… Severus zawsze go nienawidził.
– Tyle, że profesor nie żyje… Może mógłbym porozmawiać z jego portretem?
– Obawiam się, że to niemożliwe, panie Potter. – Zanim Potter otworzył usta, by zaprotestować, Minerwa wskazała dłonią ścianę. – Jak pan widzi, portret profesora Snape’a nie pojawił się. Nie przypominam sobie, żeby tak się stało. Może uznano, że Severus nie był dyrektorem?
Harry zaklął cicho – McGonagall rzuciła mu surowe spojrzenie.
– Ktoś jeszcze? – kiedy dyrektorka potrząsnęła głową, młody auror potarł twarz, sfrustrowany. – Pięknie. Czy… czy moja matka miała jakichś adoratorów poza moim ojcem?
Minerwa podniosła brwi – nie spodziewała się takiego pytania.
– Oczywiście. Panna Evans była bardzo popularna, ale też… powiedzmy… stawiała chłopakom dość spore wymagania. Jednak obawiam się, że to również ślepy trop. Żaden z tamtych chłopaków już nie żyje…
– Pamięta pani może nazwiska?
– Tylko dwa. Pański ojciec… i Severus.
– Profesor Snape?
– W rzeczy samej. Zawsze podejrzewałam, że między nim a Lily było coś więcej, niż tylko przyjaźń. Horacy myśli podobnie. Nie mogę jednak mieć pewności. Wiem tylko, że Severus bardzo przeżył jej śmierć.
Harry potarł twarz.
– Czyli najprędzej podejrzewałaby pani profesora Snape’a?
– Tak – Minerwa McGonagall skinęła głową.
Rozległo się pukanie do drzwi gabinetu. Po chwili te się otworzyły i stanął w nich Ron Weasley.
– Dzień dobry, pani pro- eee… dyrektor. Harry, musimy już iść. Szef znów coś chce. Czego się dowiedziałeś?
– Profesor McGonagall podejrzewa profesora Snape’a. Jego portretu tu nie ma, nic więcej się nie dowiemy. Szkoda.
– Czy Snape zostawił coś po sobie? Mógłbyś załatwić zgodę szefa na przeszukanie jego kwater następnym razem…
– Kwatery Severusa zajął Horacy. Dopilnowałam, żeby wszystko, co zostało po Severusie, zostało spakowane i zabezpieczone. Jeśli biuro aurorów sobie tego zażyczy, będą mogli panowie uzyskać dostęp do tych rzeczy.
Młodzi aurorzy popatrzyli po sobie.
– Spróbujemy to załatwić. Dziękuję za rozmowę, pani dyrektor.
Ron tylko szurnął nogami, a potem obaj opuścili gabinet.

Cdn.

A/N: Betowane przez kochaną Nyks. Następne rozdziały prawie gotowe. Czekam na komentarze.

——————————————————————-

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Dodaj komentarz

Filed under My stories, Polski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s