Czarna magia r7


Rozdział 7

Lily siedziała przy stole w salonie i niechętnie grzebała widelcem w talerzu. Nie chodziło o brak apetytu – tego miała aż nadto. Ale nie cierpiała siedzieć w domu, a Severus wciąż jej nie pozwalał wychodzić na dwór. Usłyszała kroki – to on usiadł naprzeciwko.
– Musisz jeść, Lily. Nie po to cię obudziłem, żebyś teraz gasła w oczach.
Kobieta posłała mu słaby uśmiech. Oczy Severusa rozjaśniły się, zanim pochylił się nad talerzem. Zapadła cisza. Kiedy skończyli jeść, mężczyzna zapytał:
– Czy czegoś ci nie potrzeba, Lily?
Znowu to pytanie. Zastanawiało ją, jak to możliwe, by jej imię brzmiało tak miękko. James nigdy tak nie mówił, Sev zawsze. Nie po raz pierwszy zaczęła się zastanawiać, czemu tak naprawdę on ją obudził.
– Pytałeś tyle razy. Już ci odpowiedziałam. Ale… dziękuję.
Severus skrzywił się, ale wygiął wargi w lekkim uśmiechu, kiedy usłyszał podziękowanie. Lily wstała od stołu, szurając krzesłem. Wyszła do holu. Słyszał jej kroki. Pozbierał naczynia i zabierał się za ich zmywanie, kiedy usłyszał łomot. Odstawił to, co trzymał w rękach i pobiegł do holu.
Kobieta klęczała na podłodze, biała jak prześcieradło – przeraził się, że ona zaraz zemdleje. Rozluźnił jej palce zaciśnięte na kołnierzyku i sam go rozpiął. Lily odetchnęła trochę głębiej. Zaniósł ją do salonu i otworzył okno.
– Sev, który jest dzisiaj?
– Dziesiąty czerwca – powiedział, zastanawiając się, skąd takie pytanie.
Wtedy sobie przypomniał – w holu wisiał jedyny kalendarz w mieszkaniu. Lily musiała zobaczyć datę roczną…
– Który mamy rok? – zapytała słabym głosem, potwierdzając jego podejrzenia.
Milczał. Nie chciał jej odpowiadać. Lily powtórzyła pytanie nieco ostrzejszym głosem.
– Dwutysięczny – powiedział wreszcie.
Kobieta ukryła twarz w dłoniach.
– Ostatni rok, który pamiętam, to 1981! Sev, chcesz mi powiedzieć, że spałam przez dziewiętnaście lat?! Że mój mały Harry ma dwadzieścia lat?! Że straciłam całe jego dzieciństwo?! – Lily wybuchnęła płaczem.
– Nie chciałem cię denerwować – powiedział Severus po dłuższej chwili, nieporadnie poklepując ją po plecach.
Lily usiadła z trudem, patrząc na niego oczami pełnymi łez.
– Nic dz-dziwnego, że wyglądasz inaczej… m-masz trzydzieści dziewięć lat, Sev! – wykrztusiła.
Snape nie odpowiedział w pierwszej chwili.
– Wyglądasz na mniej. Dałbym ci dwadzieścia pięć, najwyżej trzydzieści. – uśmiechnął się. – Nie jestem za stary? – zażartował.
***
Severus obserwował śpiącą Lily. Był dumny z tego, jak szybko pogodziła się z upływem czasu, jak szybko przystosowała się do nowej sytuacji. Spała teraz tak spokojnie. Wcześniej dręczyły ją koszmary – z Voldemortem, Potterem seniorem, Glizdogonem w rolach głównych. Musiał jej przygotować eliksir bezsennego snu.
Kusiło go, żeby podejść do jej łóżka, żeby dotknąć jej rudych włosów rozsypanych na poduszce albo jej policzka. Powstrzymało go wspomnienie tego, co zrobił kilka tygodni temu. Na samą myśl o tym, że Lily mogłaby być jego, podniecił się.
Pobiegł do łazienki, nie przejmując się nawet tym, że trzasnęły za nim drzwi. Zerwał z siebie ubranie najszybciej jak tylko mógł. Klęknął pod prysznicem i zaczął się pieścić, a przed oczami miał jej rude włosy i gładką skórę. Jęknął głośno.
Snape nie zauważył nawet, że nie zamknął drzwi dokładnie. Dopiero co obudzona Lily stanęła w drzwiach łazienki. W półmroku widziała sylwetkę Severusa – klęczącego pod prysznicem plecami do niej. Czyżby zrobił sobie krzywdę? A może padł ze zmęczenia po tym, jak znowu siedział w jej pokoju przez większość nocy? Usłyszała słaby jęk.
Niepokój przeważył, ruszyła w jego stronę. Była tak blisko, że niemal mogła go dotknąć. Widziała mięśnie jego pochylonych pleców i jego długie czarne włosy. Podpierał się jedną ręką, ale nigdzie nie widziała drugiej. Przesunęła się trochę w bok, gotowa wyciągnąć go siłą spod prysznica.
Wtedy zobaczyła, co on robi. Jej policzki oblał rumieniec. Nie była dziewicą i zdawała sobie sprawę, jak z pożądaniem radzą sobie samotni mężczyźni. Tacy, jak Severus… Cofnęła się, gotowa wyjść, i wtedy to usłyszała.
– Lily…
Znała ten ton głosu. Zobaczyła, jak Sev odrzuca głowę do tyłu.
Uciekła, czując, jak wali jej serce. Ledwie przystosowała się do jednej zmiany w swojej sytuacji, czekała ją kolejna. Jak miała na niego rano spojrzeć, wiedząc, jak bardzo Severus jej pragnął? Czy to dlatego ją obudził? Zawsze traktowała go jak przyjaciela – od jak dawna Sev widział w niej kobietę? Czy to dlatego nienawidził Jamesa, że był zazdrosny?
Przewróciła się na drugi bok i próbowała zasnąć. Będzie myśleć rano. Zastanawiała się przez chwilę, czy nie zamknąć drzwi na klucz, ale w końcu tego nie zrobiła. Ufała Severusowi.
***
Severus siedział przy stole i czytał gazetę. Od kilku dni Lily zachowywała się trochę… dziwnie. Niby normalnie, ale on ją dobrze znał. Coś ją martwiło, ale nie chciała mu powiedzieć, co. Kiedy raz ją przycisnął, oblała się rumieńcem. Czyżby tęskniła za mężczyzną? Poruszył się nerwowo na krześle – niech to diabli. Czy nie może o niej myśleć, nie wyobrażając sobie, jak wyglądałaby w łóżku?
Zobaczył Lily. Usiadła przy stole naprzeciw niego, w nocnej koszuli. Wyglądała, jakby nie spała dobrze. Zaczęła dziobać widelcem w jedzeniu, które dla niej naszykował.
– Sev? … Czy przez ten czas widziałeś mojego syna?
Chrząknął w odpowiedzi, usiłując się pozbyć natrętnych obrazów w swojej wyobraźni i przestawić myśli na inne tory. Przy niej nigdy nie mógł się skupić.
– Jak on wygląda teraz? Mój Harry? – kobieta najwyraźniej uznała to za odpowiedź twierdzącą.
– Jak Potter w jego wieku. Ma twoje oczy.
– Nie możesz mi powiedzieć nic więcej?
Westchnął, odłożył łyżkę.
– Ma twoje oczy, a twarz i nos Pottera. A także te jego przeklęte włosy. Nosi okulary, w nieco lepszym stylu niż te Pottera…
– Jamesa.
– Pardon?
– M- Mój mąż miał imię. James. Znasz je. Możesz go używać.
Snape skrzywił się, jakby znalazł właśnie cytrynę w swoim talerzu.
– Nieważne. Po tamtej nocy w Dolinie Godryka została mu blizna w kształcie błyskawicy na czole.
– Blizna? Ale – powiedziałeś, że Voldemort go nie skrzywdził.
– Tak było. Zostawił tylko tę bliznę, niczym jakiś znak.
Lily złożyła dłonie na stole, nerwowo splatając palce.
– Masz może jakieś jego zdjęcie?
– Nie kolekcjonuję zdjęć Chłopca-Który-Przeżył. Zajrzyj do dowolnego Proroka, na pewno je znajdziesz. Smarkacz uwielbia światło reflektorów – warknął poirytowany.
Usłyszał jej cichy jęk. Kobieta poruszyła się na krześle.
– Mój syn? Mój Harry jest Wybrańcem? Miałam nadzieję, że nie… To on pokonał Voldemorta i zakończył wojnę?
– Już ci to mówiłem, Lily. Tak, to twój syn jest Wybrańcem.
– Czemu więc odnoszę wrażenie, że go nie lubisz?
– Smarkacz wygląda jak Po- James i zachowuje się jak on. Tak samo arogancki, tak samo bezczelny. Dobrze, że nie otaczała go banda idiotów, jak P- Jamesa!
Kobieta wstała gwałtownie i pochyliła się nad stołem.
– Nie mogę uwierzyć, że wciąż nienawidzisz Jamesa. Po dwudziestu latach? Dlaczego, Sev?
Snape nie słyszał jej pytania. Luźna koszula odsłaniała jej dekolt i zgrabne nogi. Tak bardzo chciałby jej dotknąć…
– Odpowiedz mi, Severus!
Podniósł wzrok. Lily znalazła się tuż przed nim. Była w zasięgu jego ręki. Gdyby chciał, mógłby posadzić ją sobie na kolanach. Przełknął ślinę. Zastanawiał się, jak zareagowałaby. Na szczęście żadne z nich nie miało różdżki.
Jej twarz była tak blisko… opanowanie się było torturą. Do diabła z tym! Pochylił się i pocałował ją. Spodziewał się, że zobaczy zaskoczenie w jej zielonych oczach – tak mówiła racjonalna część jego umysłu. Lily zrobiła krok w tył, ale nie uciekła.
Wziął jej twarz w swoje dłonie i pocałował ją znowu, gwałtowniej. Tym razem kobieta się nie cofnęła. Usłyszał, jak wydaje z siebie cichy okrzyk – zdumienia? Strachu? Nie obchodziło go to. Całował ją dalej – jej policzek, szczękę, jej szyję. Przycisnął się do niej, trzymał jedną rękę w jej włosach, a drugą odsunął na bok ramiączko jej koszuli.
Wsunął dłoń za jej dekolt, nie przestając jej całować. Lily… Lily… żywa i ciepła w jego ramionach. Drugą ręką przesunął po jej nodze. Kobieta drgnęła, kiedy dotknął jej piersi. Poczuł jej ręce na swoich nadgarstkach i jęknął z frustracją.
– Lily…
Lily oswobodziła się powoli z jego uścisku i poprawiła ubranie. Severus został w tej samej pozycji, z oszołomionym wyrazem twarzy. Kobieta narzuciła na siebie płaszcz – dzięki Bogu, że leżał w pobliżu! Usiadła na krześle i czekała, aż Sev dojdzie do siebie na tyle, by mógł ją zrozumieć. Zajęło to dobrych kilka minut.
– Czemu nigdy mi nie powiedziałeś? – zapytała cicho.
– Wolałaś P- Jamesa ode mnie – powiedział Snape zza kurtyny ciemnych włosów. – Nadal mnie nie chcesz – po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiłem!
Kobieta westchnęła i potarła czoło dłonią.
– Sev, dla ciebie minęło dwadzieścia lat, a ja się czuję tak, jakby mój mąż zginął tydzień temu! – przez twarz Severusa przebiegł skurcz bólu – Daj mi trochę czasu – powiedziała łagodniej.

Cdn.

A/N: Betowała Nyks. Jeszcze jeden gotowy rozdział mi się pałęta, potem mogę spełniać życzenia. :P

——————————————

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Dodaj komentarz

Filed under My stories, Polski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s