Opowieści z Cathair Cothrom – I


Sneag Cogadh Lan, 1 stycznia 825

Na jednym z wyższych poziomów miasta elfów, zwanego Cathair Cothrom, stoi wspaniała forteca, nad którą powiewają czarno-czerwone chorągwie. Z jej wysokich wież wartownicy widzą wszystko, co dzieje się na pobliskich ulicach. Znacznie bardziej interesujące jest jednak serce tej imponującej budowli – sala tronowa, pełna rzeźb dawnych bohaterów wykutych z obsydianu i czarnego marmuru.

Na czarnym tronie siedziała młodziutka elfka, wydawałoby się zbyt drobna jak na zajmowane przezeń miejsce. Miała krwistoczerwone włosy i zielone oczy. Jej skronie zdobiła czarna korona ozdabiana rubinami – oznaczająca, że jest ona Banrion, przywódczynią domu. Kobieta ułożyła się wygodniej, poprawiając suknię w kolorze zieleni. Na ramieniu miała przyczepioną czarno-czerwoną wstęgę – symbol Domu Cogadh Lan.

Sneag Cogadh Lan miała zaledwie dwadzieścia lat, ale była Banrion od urodzenia. Tej samej nocy, gdy się narodziła, w tajemniczych okolicznościach zginęła jej matka, Ceanag, poprzednia Banrion. Do dziś Sneag nie wiedziała, kto uratował jej wówczas życie… i kto mógł nastawać na życie Ceanag Cogadh Lan.

Małą Sneag wychowywali wierni słudzy Cogadh Lanów w zamkniętej fortecy domu. Jako dziewczynka widziała swoje rodzinne miasto, Cathair Cothrom, jedynie z okien domostwa lub też zazdrośnie strzeżonej lektyki.

Cathair Cothrom było dumą Sneag – tak samo, jak każdego innego elfa. Jego nazwa znaczyła Miasto Poziomów, składało się bowiem z setek, jeśli nie tysięcy warstw pnących się w górę na wiele kilometrów.

Dzisiaj Sneag po raz pierwszy zasiadła na tronie swojej matki; po raz pierwszy mogła reprezentować Dom Cogadh Lan poza fortecą swojego klanu. Według praw potomków Królowej Wojny była już dorosła, mając dwadzieścia pięć lat – choć elfy wolały mierzyć czas w dekadach niż latach.

Do sali tronowej wszedł sługa, zginając się w ukłonach. Miał pospolite, ciemne włosy – ani śladu krwistej czerwieni, jaką odznaczali się potomkowie Królowej Wojny. Nosił proste ubranie z wyszytym na tunice herbem domu Cogadh Lan, przedstawiającym dwa miecze na czarno-czerwonym polu.

Służący podał swojej pani puchar. Jego śladem wszedł szambelan, który zaanonsował:

–         Pani Morag Mian Lan!

Sneag zmarszczyła brwi. Dom Mian Lan nie należał do tradycyjnych sojuszników Cogadh Lanów – wręcz przeciwnie, bliżej mu było do Uasal Lan, tradycyjnych wrogów tego klanu. Mówiło się, że wrogość między Cogadhami a Uasalami odpowiada wrogości pomiędzy ich patronkami, Królową Wojny i Królową Szlachty.

Morag Mian Lan była młodszą córką obecnej Banrion Mian Lan – młodziutka Cogadh zapomniała w tej chwili imienia władczyni. W żyłach szlachcianki płynęła krew przybyszy, istot z innego świata. Mówiło się, że ojcem Morag był demon, podobnie jak jej dwóch braci.

Dziewczyna, która weszła, była praktycznie rówieśniczką Sneag. Miała śnieżnobiałe włosy, idealną twarz i czerwone oczy – znak obcej krwi płynącej w jej żyłach. Wielokolorowe szaty sugerowały – zgodnie z prawdą – że jej patronką jest Dawczyni Życia. Sneag mogła się jednak łatwo domyślić, w jaki sposób Morag oddawała cześć swojej bogini – w końcu Mian Lanowie byli znani ze swojego hedonizmu i umiłowania zmysłowości.

Morag Mian Lan złożyła idealny ukłon Banrion Cogadh Lan, a potem przemówiła.

–         Moja matka, Banrion Aimil, chciałaby porozmawiać… oficjalnie… z Banrion Sneag. Proponuje, aby spotkanie odbyło się na terenie domu Mian Lan, aby Banrion Sneag mogła poznać inny styl życia, niż ten, któremu hołdują dzieci Królowej Wojny.

Sneag zmarszczyła brwi, bawiąc się od niechcenia lokiem krwistoczerwonych włosów. Przyglądała się srebrno-złotej wstędze na ramieniu Morag mac Aimil, zbierając myśli. Nie była już dzieckiem, musiała polegać tylko na sobie. A od jej decyzji zależał los domu. Domu, który wraz z jej matką Ceanag wyszedł z cienia, w jakim był od setek lat… Nie mogła teraz zaprzepaścić dzieła Ceanag Cogadh Lan.

–         Nie widzę problemu – powiedziała wreszcie, dziwiąc się, jak prosto brzmi jej głos przy melodyjnym głosie Morag. Czyżby Dawczyni Życia obdarzyła Mian Lanów pięknem?

–         Banrion Aimil proponuje, aby spotkanie odbyło się jutro – odparła Morag.

Sneag uśmiechnęła się. Bawiło ją, że jej rówieśniczka tytułuje ją Banrion… a jednocześnie obawiała się trochę spotkania ze starszą i znacznie bardziej doświadczoną elfką. Czy Aimil Mian Lan jest tak samo piękna, jak jej córka? – przemknęło jej przez głowę.

***

Kiedy następnego dnia czerwono-czarna lektyka przyniosła ją do fortecy Mian Lanów, nad którą łopotały srebrno-złote flagi, Sneag Cogadh Lan nie wiedziała, czego się spodziewać. Uważnie obserwowała żołnierzy i sługi domu, jednak nie dostrzegła nic niezwykłego w ich zachowaniu albo wyglądzie. Twierdza Mian Lanów nie mogła jednak być bardziej odmienna od jej domu rodzinnego – bardziej ozdoba niż warownia, podczas gdy Cogadh Lan stawiali przede wszystkim na obronność i mało ozdabiali swój dom w minionych stuleciach.

Morag Mian Lan i jej starsza siostra Ceanag zaprowadziły młodą Banrion do sali tronowej. Wyściełały ją miękkie dywany, a ściany osłaniały bogate arrasy – w większości przedstawiające elfie pary w różnych stadiach znajomości. Gdyby nie była Banrion, zapatrzyłaby się pewnie na jeden z nich, przedstawiający brązowookiego młodzieńca o srebrnych włosach… ale niestety, musiała się skupić na tym, z czym tu przyszła.

–         Otrzymałam wasze zaproszenie, Banrion Aimil – powiedziała Sneag.

Czuła się bezpieczna tak długo, jak po obu stronach miała osobistą gwardię złożoną z najlepszych żołnierzy domu Cogadh Lan. Aimil Mian Lan – wyglądająca przy młodszej córce jak jej blady cień – nie dała w żaden sposób poznać swoich uczuć.

–         Uważam, że Banrion powinna znać życie elfa w pełni. Dlatego też dom Mian Lan proponuje Banrion Cogadh Lan pozostanie jego gościem przez kilka miesięcy, aby mogła poznać inny tryb życia, niż ten któremu hołdują potomkowie Królowej Wojny.

Młodsza Banrion skinęła głową, nic nie mówiąc – czuła się postawiona w sytuacji bez wyjścia. Jak mogła bowiem odmówić potężnej Aimil Mian Lan? Nagle przyszło jej do głowy rozwiązanie.

–         Zasięgnę porady, zanim podejmę decyzję, ale uważam, że każda Banrion powinna odebrać wszechstronne wychowanie – powiedziała powoli.

Jeden z żołnierzy w czerwono-czarnych barwach zasalutował krótko i wyszedł z pomieszczenia. Po kilkunastu minutach wrócił, prowadząc dwoje elfów. Morag wskazała gościom pobliską komnatę, po czym zamknęła drzwi, zapewniając Cogadhom dość prywatności, by spokojnie mogli omówić tę kwestię.

Sneag wróciła po kilkunastu minutach, a jej doradcy zniknęli z pola widzenia.

–         Zgadzam się na twoją zaszczytną propozycję, Banrion Aimil.

Aimil Mian Lan pozwoliła sobie na mały uśmiech, widząc, jak szybko poddała się Sneag mac Ceanag. Widziała dobrze, jak bardzo młodej dziewczynie brakuje wykształcenia i wychowania…

Morag, zajmij się naszym gościem i upewnij się, że niczego jej nie będzie brakować. Posłałam już po twoich braci i po Solamha.


Dodaj komentarz

Filed under My stories, My world, Polski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s