Opowieści z Cathair Cothrom – III


Solamh Mian Lan, 15 stycznia 825

 

Solamh przeczesał leniwie dłonią swoje srebrzyste, długie włosy przyglądając się kobiecie, którą przyprowadzili jego słudzy. Dziewczyna – plebejuszka – była naga, a od jej pospolitego wyglądu odcinały się tylko jej wspaniałe, zielone oczy. Szlachcic zmarszczył groźnie brwi, kiedy zobaczył, jak niektórzy ze służących wyciągają ręce i obmacują elfkę, która skuliła się w sobie i próbowała się zasłonić.

–         Zostawcie ją – warknął, a jego brązowe oczy rzuciły groźne błyski.

Służący cofnęli się pospiesznie. Solamh Mian Lan przyjrzał się uważniej dziewczynie. Miała pospolite, ciemnobrązowe włosy, ale jej twarz była wcale piękna. Pewnie dlatego mu ją przyprowadzono.

–         Jak się nazywasz? – zapytał, przyciskając nóż do jej szyi na wypadek, gdyby próbowała uciec.

–         Liosa, mój panie.

Uśmiechnął się. Z jakiegoś powodu to imię mu się spodobało. A może to jej oczy? Potrząsnął głową i spojrzał w twarz elfki, jednocześnie rozpinając kaftan lamowany złotą i srebrną nicią.

Zaufaj mi. To będzie dla ciebie przyjemne – pomyślał. Zobaczył, jak Liosa się rozluźnia – zadziałało. Nie po raz pierwszy korzystał ze zdolności, jakie dała mu krew domu Mian Lan. Odrzucił nóż na bok, a potem powoli rozpiął nabijany ćwiekami pas i obszerne, luźne spodnie jakie nosił, opadły na ziemię.

Dziewczyna wydawała się tego nie zauważyć, jej spojrzenie było wciąż utkwione w twarzy szlachcica. Solamh podszedł bliżej niej i delikatnie dotknął jej policzka. Liosa drgnęła, wyraźnie zaskoczona. Uśmiechnął się do niej, a potem zdecydowanie ją wziął.

Kobieta patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, ale się nie opierała. Usłyszał czyjeś kroki za drzwiami. Poruszył się nerwowo, zastanawiając się, czy to któreś z jego rodzeństwa.

–         Krzycz – syknął do dziewczyny.

Liosa postąpiła, jak kazał. Solamh usłyszał kilka wulgarnych komentarzy, a potem kroki się oddaliły. Mężczyzna potarł palcami sutek partnerki i usłyszał jej westchnienie. Zawahał się na chwilę – w końcu była to plebejuszka, co go obchodziła jej przyjemność? – a potem zrobił to samo z drugą piersią.

Cdn.

Dodaj komentarz

Filed under My stories, My world, Polski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s