Opowieści z Cathair Cothrom – IV


Sneag Cogadh Lan, 2 lutego 825

 

Sneag obróciła się kilka razy przed lustrem, próbując zdecydować, która z sukni otrzymanych od Mian Lanów będzie najlepsza. Nie czuła się już tak dziwnie w czymś innym niż zbroje, które zawsze nosiła, ale wciąż nie posiadała tego zmysłu mody, jaki zdawali się mieć gospodarze. Nie dowiedziała się, na ile jest to ich krew, a na ile wychowanie… ale czy nie zastanawiano się tak samo nad zdolnościami bojowymi Cogadh Lanów?

Usłyszała kroki, a potem drzwi się otworzyły i do jej pokoju weszła Morag. Młodsza córka Banrion Aimil wzięła na siebie trud zajęcia się gościem przez ten miesiąc, jaki Sneag spędziła w domu Mian Lan. Teraz jednak Morag wyglądała na dość zdenerwowaną i zamiast zająć się krwistoczerwonymi włosami swojej rówieśniczki, usiadła tylko na łóżku.

Cogadh Lan zaczęła splatać włosy w warkocze, przyglądając się pięknej fryzurze Morag. Wybrała wreszcie czerwono-czarną suknię, którą przysłali jej słudzy z domu i założyła ją.

–         Nie zapomnij o sztylecie – powiedziała Mian Lan cicho.

Sneag na tę niezwykłą uwagę przyjrzała się swojej towarzyszce uważnie i dostrzegła, jak ta nerwowo przebiera palcami.

–         Nigdy się z nim nie rozstaję – odpowiedziała po chwili równie cicho – w końcu jestem Cogadh Lan.

–         Uważaj na siebie. Nie wszyscy w domu są twoimi przyjaciółmi…

Jej myśli natychmiast powędrowały do najstarszego syna domu, Solamha. Przez miesiąc pobytu w domu Mian Lan widziała go może kilka razy. Plotki głosiły, że pokłócił się z siostrami o dziewczynę, którą utrzymywał, i wyprowadził się.

–         A ty jesteś? – spytała poważnie.

Kapłanka Dawczyni Życia nie odpowiedziała przez długą chwilę.

–         Możesz mi zaufać – powiedziała wreszcie.

Sneag milczała. Wreszcie wyciągnęła kawałek pergaminu i pióro. Napisała krótką wiadomość, a potem wezwała jednego ze swoich żołnierzy. Ten zasalutował i wyszedł.

Mężczyzna wrócił pół godziny później. Niósł leciutką kolczugę elfiej roboty – a raczej jej części. Młoda Banrion powoli zaczęła zakładać koszulkę kolczą. Kółeczka były praktycznie niewidoczne pod suknią. Potem przyszła kolej na nogawice bez stóp. Elfka przeciągnęła się, sprawdzając, czy kolczuga nie dźwięczy i czy nie jest widoczna po założeniu wysokich, czarnych butów. Zadowolona z efektu odwróciła się do Morag.

Mian Lan skrzywiła się – najwyraźniej nie podobało jej się noszenie zbroi pod suknią.

***

Kilka dni później Sneag tańczyła na balu, jaki zorganizowała Banrion Aimil. Większość uczestników stanowili Mian Lanowie, ale było tu także paru służących nieprzeciętnej urody. Plotki głosiły, że to Morag wybierała sobie pięknych plebejuszy do służby.

Cogadh Lan obserwowała jednego z mężczyzn. Mógłby być modelem do arrasu, który zwrócił jej uwagę przy pierwszej wizycie – miał takie same brązowe oczy. Jego srebrzyste włosy zdradzały, że w jego żyłach płynie krew domu Mian Lan… może był nieuznanym dzieckiem któregoś ze szlachciców?

Mężczyzna podszedł do niej, zupełnie jakby tańczył. Zastanawiała się, czy ta gracja jest wrodzona, czy wyćwiczona. Wyciągnął do niej dłoń. Kobieta otaksowała go wzrokiem. Był przystojny, ale ją bardziej zajmowała kwestia, czy nie ma przy sobie ukrytej broni. Kiedy zdecydowała, że nie jest niebezpieczny, przyjęła podaną dłoń i pozwoliła pociągnąć się do tańca.

Nie znała za dobrze kroków – mimo wcześniejszych instrukcji Morag – pozwoliła więc się prowadzić, jednocześnie zastanawiając się, gdzie się podziewa Solamh Mian Lan. Kiedy taniec dobiegł końca, mężczyzna wykonał zgrabny ukłon. Odpowiedziała mu tym samym.

Muzyka nagle stała się dużo gwałtowniejsza, szybsza, bardziej rytmiczna. Wielu tancerzy, w tym Sneag, zeszło na bok. Na środku sali pozostała Morag, jej dwaj bracia oraz młody służący o czarnych włosach, a także tajemniczy mężczyzna. Cogadh Lan usiadła na wspaniale rzeźbionym krześle, zakładając nogę na nogę.

Nachyliła się nad nią Ceanag Mian Lan, trzymająca w dłoni kieliszek z winem. Jego nóżka przedstawiała jakąś roślinę ze świata Faerie – dawnej ojczyzny elfów.

–         Jak myślisz, kto wygra? – zapytała Ceanag.

Sneag wzruszyła ramionami i od niechcenia poprawiła koronę, którą założyła na tę okazję jako przypomnienie o swojej pozycji.

–         Kto może wiedzieć, jak nie ty?

Starsza elfka wybuchnęła śmiechem.

–         Naprawdę wierzysz w te bzdury o tym, że czytam w myślach?

–         Morag i Airril mówią, że potrafisz też przewidzieć przyszłość.

Ceanag uśmiechnęła się krzywo.

–         Kochanie, do tego wystarczy odrobina sprytu. Przewiduję, że wygra mój brat – dodała, wskazując kieliszkiem parkiet.

Cogadh Lan nie odpowiedziała, zajęta obserwowaniem tajemniczego tancerza.

Kiedy wreszcie tańce się zakończyły, starsza kobieta uśmiechnęła się.

–         Widzisz? Wygrałam – powiedziała, wskazując brązowookiego mężczyznę, który zwyciężył.

–         To jest twój brat? – zapytała zdziwiona Sneag.

–         Owszem. Solamh zawsze dobrze tańczył – dodała.

Młoda Banrion podniosła brwi do góry. A więc to był Solamh Mian Lan! Kiedy tak mu się przyglądała, brat Ceanag nagle uniósł się w powietrze i pozostał tak parę chwil, zanim wylądował w pełen gracji sposób.

–         Sola, oprócz tego, że jest wojownikiem, jest też magiem – dodała Ceanag.

–         A ty też jesteś magiem?

–         Moje zdolności mają trochę inny charakter – kobieta uśmiechnęła się tajemniczo.

***

Kiedy wyszła z balu, Sneag Cogadh Lan poczuła, że włosy na karku stają jej dęba. Zobaczyła cień poruszający się na korytarzu. Sięgnęła po nóż, kiedy ów cień ruszył w jej stronę. Mężczyzna uśmiechnął się w sposób, który miał sugerować, że jest niegroźny.

–         Widziałem, jak na mnie patrzyłaś – powiedział.

Wojowniczka ostrożnie opuściła sztylet i przyjrzała mu się uważnie. Dostrzegła jego brązowe oczy mimo słabego światła.

–         Solamh Mian Lan? – zapytała.

Jej rozmówca skinął głową i wciąż się uśmiechał. Cogadh Lan wciąż jednak nie chowała broni, pamiętając ostrzeżenia Morag.

–         Widziałaś gobeliny w sali tronowej mojej matki, Banrion Aimil? Byłem modelem do jednego z nich… – zawiesił głos.

Sneag uśmiechnęła się w końcu, przypominając sobie, jak jej uwagę przyciągnęło to właśnie dzieło.

– Zauważyłam – przyznała.

Cdn.

Dodaj komentarz

Filed under My stories, My world, Polski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s