Opowieści z Cathair Cothrom – V


Sneag Cogadh Lan, 15 luty 825

 

Po dłuższej przerwie Sneag powróciła w mury swojego własnego domu, domu Cogadh Lan. Pierwsze kroki skierowała do sali treningowej, gdzie czekał na nią wierny sługa imieniem Taog. Na jej widok mieszaniec – pół człowiek, pół elf – ukłonił się głęboko.

Banrion uśmiechnęła się lekko.

–         Broń się – rzuciła tylko i od razu ruszyła naprzód.

Długi miecz, który trzymała w dłoni, błysnął. Taog musiał wykorzystać nie tylko swoją broń, ale też większą siłę, by obronić się przed atakiem. Jego pani jednak nie zawahała się ani na chwilę. Kolejne uderzenie poszło bardziej poziomo i służący musiał się cofnąć, nie mogąc sparować uderzenia. Sneag wykorzystała okazję, zadając kolejny cios. Ostrze musnęło długie czarne włosy półelfa, który w porę się uchylił.

Korzystając z tego, że Banrion straciła przewagę zaskoczenia i początkowy impet, Taog zadał mocny cios swoim morgenszternem – długą, metalową pałką nabijaną kolcami.

Wargi kobiety wykrzywił grymas, nie tyle bólu, ile pogardy dla ludzkiego pochodzenia, jakie właśnie prezentował mieszaniec. Elfy rzadko korzystały z tak prymitywnej broni, preferując mistrzowsko wykonane miecze, buzdygany albo broń strzelecką.

Sneag pomacała ramię i spojrzała wyzywająco na sługę. Taog zasalutował i ruszył do kolejnego ataku. Kobieta poruszyła się jednak szybciej, skracając dystans i zadając trafienie. Mężczyzna nie zawahał się i jego broń uderzyła w plecy elfki. Gdyby nie zbroja, najpewniej rozpłaszczyłby ją na ziemi – ale i tak zmusił ją do przyklęknięcia.

Kiedy nadeszło kolejne, spodziewane uderzenie, Banrion przetoczyła się na bok. Ułamek sekundy, jaki zajęło słudze podniesienie ciężkiej broni, wystarczył, by zadała kolejny cios. Półelf nie był dość szybki i nie zdążył się odsunąć. Ostrze zadrasnęło jego ramię.

Taog cofnął się, obserwując uważnie twarz swojej władczyni. Gdyby zechciała, mogłaby prowadzić tę walkę aż do jego śmierci. Wiedział, że dobrze ją wyuczył, a także zdawał sobie świetnie sprawę, że ma ona do tego prawo. Miał tylko nadzieję, że ocali go jego lojalność.

Na jego szczęście, Banrion Sneag była dziś w dobrym humorze. Opuściła broń i popatrzyła na niego.

–         Zgłoś się do kaplicy. Opatrzą ci to draśnięcie. Nie mogę pozwolić, by moi słudzy byli ranni.

–         Dziękuję, Banrion – Taog ukłonił się głęboko i cofnął się, odstawiając broń.

Kiedy Taog wyszedł, Sneag sięgnęła po drugi miecz stojący obok. Wzięła go do lewej ręki i zamachnęła się nim kilka razy. Mając pewność, że dobrze czuje jego ciężar i zasięg, wyciągnęła z pochwy swój miecz i złapała go prawą ręką, a potem zamachnęła się obydwoma mieczami na manekin… i straciła równowagę.

Podniosła się, przeklinając, i ponowiła manewr. Raz, dwa, trzy… wiele dziesiątek razy. Jako Cogadh Lan była przyzwyczajona do wielogodzinnych ćwiczeń z bronią, a jej ambicją było nauczyć się walczyć oburęcznie – to znaczy trzymając broń w każdej ręce. Popatrzyła kilka razy na miecz podwójny – broń, gdzie ostrze znajdowało się po każdej stronie rękojeści – ale nie wzięła go do ręki, brakowało jej jeszcze umiejętności.

Cdn.

Dodaj komentarz

Filed under My stories, My world, Polski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s