Opowieści z Cathair Cothrom – XII


Iomhair Uasal Lan, 20 czerwca 825

 

Arcymag Iomhair pochylił się nad swoim biurkiem. Przy słabym świetle świec – elfy widzą świetnie w ciemnościach panujących w ich podziemnym świecie, ale do czytania potrzebują światła – studiował księgi, których na krótki czas użyczyły mu kapłanki Dawczyni Życia. Były to genealogie najpotężniejszych domów, jakie znał ich świat.

Oprócz tego Uasal Lan trzymał w ręku dobrze zachowany zwój, spisany pewną ręką. Herb domu Mian Lan w górnym rogu sugerował, że jego autor był związany z tymże domem. Iomhair podejrzewał zresztą, że zna jego tożsamość. Na ile wiedział, tylko jeden elf był ojcem tak wielu dzieci z tak wieloma kobietami – Iurnan. Iurnan Mian Lan.

Arcymag spojrzał znów na zwój – na listę nazwisk elfów, które Iurnan uważał za swoje dzieci. Nie miał powodu, by podważać wnioski starszego czarodzieja, zastanawiało go tylko, w jaki sposób Iurnan zdołał wkraść się w łaski tak wielu kobiet z różnych domów.

Valmai Dibeartach Lan. Ceanag Mian Lan – ale już nie jej starszy brat Solamh. Czyżby Iurnan się pomylił? Al Traidi Lan. Mor Bhais Lan. Jeden z Ainmhi Lanów. Jakiś Saos Lan. Wyglądało na to, że starszy czarodziej miał potomków w każdym z domów… poza Cogadh Lan. Iomhair zmarszczył brwi i wrócił do studiowania zwoju. Na liście nie było żadnego członka domu Cogadh Lan. Podejrzane…

Czarodziej jeszcze raz spojrzał na genealogię domu Cogadh Lan. Przesunął palcem po nazwisku obecnej Banrion – młodziutkiej Sneag – zastanawiając się, co oznacza gwiazdka przy jej imieniu. Był to najwyraźniej jakiś znak znany tylko klerowi Dawczyni Życia… Spojrzał na nazwisko jej matki, Ceanag. Imię jej partnera zostało zamazane, dało się odczytać tylko końcówkę Lan, charakterystyczną dla wszystkich domów szlacheckich. Iomhair nie spodziewał się, żeby Banrion Cogadh Lan wzięła sobie za partnera plebejusza. Przyjrzał się jeszcze raz nieczytelnemu nazwisku. Wyglądało na to, że było krótkie… Bhais Lan? Mian Lan? Saos Lan? Traidi Lan? Na pewno nie był to ani Ainmhi Lan, ani Cogadh Lan, za długie.

Mężczyzna westchnął. Oto zagadka nie do rozgryzienia. W taki sam sposób zamazano nazwisko drugiego partnera Banrion Aimil Mian Lan, ojca trójki jej dzieci – Airrila, Neasana i Morag. Najwyraźniej komuś bardzo zależało, by ich tożsamość nie wyszła na jaw.

Iomhair uśmiechnął się lekko – mógł się założyć, że taka zagadka dręczy zarówno młodą Sneag Cogadh Lan, jak i trójkę Mian Lanów. Jak bardzo każde z nich chciałoby pewnie znać tożsamość swojego ojca! Poobserwuję ich przez kilka dekad i może dostanę odpowiedź na swoje pytania – pomyślał.

Na razie sięgnął po swój arkusz papieru i przepisał na niego całą listę Iurnana jednym zaklęciem, a potem zamaszystym gestem dopisał pod nią „Sneag Cogadh Lan ?”.

Czarodziej odchylił się na krześle, zastanawiając się, dlaczego Iurnan Mian Lan miałby chcieć wiązać się z tyloma kobietami… Może miał jakiś plan, którego częścią była armia jego dzieci; a może po prostu prowadził jakąś strategię rozmnażania się w myśl tej, jaką miały kapłanki Dawczyni Życia?

Teoretycznie Iomhair mógłby po prostu zapytać Iurnana… ten jednakże miał reputację dobrze strzegącego swoich tajemnic i niezbyt chętnie nastawionego do innych. Uasal Lanowi zostawało więc tylko czekać i obserwować.

Mężczyzna wstał i podszedł do drzwi, kiedy usłyszał sygnał. Zza framugi wychyliła się Liosa Nadur Lan.

–         Arcymagu, wrócił Solamh Mian Lan. – powiedziała cicho.

Zanim zdążył jej odpowiedzieć, Liosa zniknęła. Obejrzał się za nią i wtedy dostrzegł na końcu korytarza wspomnianego mężczyznę. Miał na sobie srebrną kamizelkę i luźne szarawary, przepasane czarno-czerwonym pasem – zapewne otrzymanym od Banrion Cogadh Lan, sądząc po barwach.

–         Arcymagu – pozdrowił go Solamh, jednakże nie ukłonił się, jak nakazywałby zwyczaj.

Iomhair czekał przez chwilę, a kiedy nie doczekał się ukłonu, zmarszczył brwi z niezadowoleniem. Młodszy mężczyzna uśmiechnął się.

–         Jestem teraz partnerem Banrion Cogadh Lan… – pozwolił, by zdanie pozostało niedokończone.

Złote oczy starszego czarodzieja rzucały wściekłe błyski. Ograniczył się tylko do chłodnego skinięcia głową.

Cdn.

Dodaj komentarz

Filed under My stories, My world, Polski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s