Opowieści z Cathair Cothrom – XIV


Valmai Dibeartach Lan, 2 lipca 825

 

Valmai spacerowała ulicami Cathair Cothrom. Większość plebejuszy usuwała się jej z drogi, widząc barwy najbardziej nielubianego domu. Tylko jedna dziewczyna nie odsunęła się na bok. Stała tyłem do szlachcianki, najwyraźniej czymś zajęta.

–         Z drogi! – syknęła kobieta; Dibeartach Lan czy nie, plebejusze nadal musieli ustępować jej miejsca.

Dziewczyna nie zareagowała. Szlachcianka podniosła dłoń, żeby ją uderzyć. Tym razem plebejuszka uchyliła się zręcznie. Odwróciła się, a w jej szarych oczach widniało zaskoczenie.

–         Ty głupia dziewko! Komu służysz? Twoi państwo powinni cię wybatożyć za taką zuchwałość! – krzyknęła Valmai.

Brwi dziewczyny podniosły się do góry. Patrzyła na nią, jakby nie rozumiała, co się do niej mówi. Wbrew sobie Dibeartach Lan poczuła się zaniepokojona. Czyżby plebejuszka była głucha? Jeśli tak, najpewniej wyznawała Wygnańca – to samo bóstwo, które było patronem jej własnego domu… Wreszcie dziewka powoli odpowiedziała.

–         Szlachetna pani wybaczy… nie dostrzegłam jej. – ukłoniła się głęboko.

Głos dziewczyny z pozoru tylko nie różnił się od głosów innych elfów. Valmai dostrzegła jednak, że nieco mniej w nim melodii niż to ma miejsce zazwyczajmelodyjnego brzmienia, co tylko potwierdziło jej podejrzenia. Zdecydowała się więc być bardziej litościwa niż zwykle.

–         Tym razem ci wybaczę, łachudro. Zmykaj stąd, zanim zmienię zdanie! – warknęła.

–         Dziękuję bardzo szlachetnej pani – dziewczyna ukłoniła się, ale Valmai zauważyła, że cały czas starała się ona patrzeć na twarz rozmówczyni.

–         Jak się nazywasz? – zapytała szlachcianka, wiedziona jakimś nieznanym odruchem.

–         Maili, pani.

Dibeartach Lan ruszyła dalej w swoją drogę. O dziewczynie imieniem Maili zapomniała, gdy tylko zanurzyła się głębiej w tłum. Minęła ją lektyka w srebrze i złocie – Uasal Lan? Mian Lan? Nie dostrzegła herbu, żołdacy zablokowali skutecznie widok. Odsunęła się na bok – żaden z tych domów nie poszanowałby szlachcianki z domu Dibeartach Lan. Jak bardzo chciałaby zmienić tęą sytuację! Niestety, w mieście w którym genealogia była wszystkim, ona nie wiedziała nic o swoich korzeniach. Nawet kler Dawczyni Życia nie mógł jej pomóc.

Zaklęła pod nosem i kopnęła jakiś luźny kamień na bok. Wszędzie wokół walały się śmieci, niektóre wręcz przysypały kule smoczego blasku oświetlające ulicę.

 Cdn.

2 komentarzy

Filed under My stories, My world, Polski

2 responses to “Opowieści z Cathair Cothrom – XIV

  1. Hej! Przepraszam, że musiałaś tyle czekać, ale sama przecież wiesz, jak to jest ze studiami😉. Przeczytałam wszystko i muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem całej konstrukcji świata przedstawionego. Tyle domów z charakterystycznymi cechami i historią – widać, że musiałaś się sporo napracować, przygotować to wszystko, obmyślić w najdrobniejszych szczegółach. Podziwiam, bo sama tak nie potrafię – ot, wymyślam coś od przypadku do przypadku, dlatego prawdopodobnie występują liczne nieścisłości. U Ciebie czegoś takiego nie ma, a przynajmniej ja nie zauważyłam.
    Masz ładny styl, nie mam co do tego żadnych zastrzeżeń. Trochę mi tylko brakuje opisów. Nie tylko tego, jak wyglądają wnętrza czy postaci, ale też atmosfery, jaka panuje w danym domu czy charakterów poszczególnych osób. Takie mam dziwne upodobanie do rozległych opisów :p. Przede wszystkim chciałabym móc lepiej poznać Treskri (mam nadzieję, że dobrze napisałam) i rządzące nim zasady, bo nie bardzo się w tym jeszcze orientuję. Na początku myślałam, że Sneag jest czymś w rodzaju władczyni państwa, która dostaje zaproszenie do sąsiedniego kraju, ale po przeczytaniu kilku rozdziałów zaczęłam się zastanawiać, gdzie są poddani i w ogóle wszelkiej maści sprawy państwowe, z którymi władcy muszą się zmagać na co dzień. Wreszcie doszłam do wniosku, że musi to działać na innej zasadzie, chociaż do końca nie wiem jakiej. Nie wiem, może czegoś nie doczytałam, ale nie miałabym nic przeciwko większej ilości opisów wprowadzających w strukturę świata przedstawionego, zwłaszcza, że nie jestem obeznana z fantastyką tego typu. Zdaję sobie sprawę, że niektórym takie rozwiązanie nie przypadłoby do gustu, bo potrafią się zorientować, jak to wszystko działa na podstawie samej akcji i fragmenty typu „Dawczyni Życia była to…” po prostu ich nudzą, ale ja niestety nie należę do tej grupy szczęśliwców😉. Zresztą, najważniejsze jest przecież, co autor o tym myśli, broń Boże, nie chcę Ci narzucać konkretnego sposobu pisania, wyrażam tylko swoje do tego problemu podejście.
    Nie wiem, czy planujesz z tego zrobić całą powieść, bo na razie to są raczej takie „scenki rodzajowe” z życia członków poszczególnych rodów. Owszem, to jest ciekawe, ale jeśli to miałaby być powieść, to brakuje mi tutaj jakiegoś głównego wątku, który spajałby całość – jakiegoś wydarzenia na skalę światową, które dotknęłoby jakoś wszystkich bohaterów i do którego mogliby się oni na swój sposób odnieść, a ich losy rozwijać się na zasadzie ciągu przyczynowo-skutkowego.
    To tyle takich uwag ogólnych, a co do powyższego fragmentu, to nie podoba mi się stosunek Valmai do plebejuszy, ale rozumiem przyczyny jej postępowania. Widać, że w tym świecie pochodzenie liczy się najbardziej, więc jeśli ktoś nie zna swoich przodków, nie cieszy się zapewne wielkim szacunkiem ze strony pozostałej szlachty. Valmai musi być z tego powodu rozgoryczone, więc żeby podnieść poczucie własnej wartości, traktuje z ostentacyjną pogardą osoby stojące jeszcze niżej od niej.
    Mam nadzieję, że znajdziesz wkrótce czas, żeby napisać więcej i jeszcze bardziej rozwinąć poszczególne wątki. Twój świat jest naprawdę drobiazgowo opracowany i szkoda byłoby to porzucić.
    Pozdrawiam🙂

    • Zawsze miałam problem z „większą ilością opisów”, postaram się temu zaradzić. Za dużo o świecie pisać nie chciałam na raz, żeby czytelnika nie zanudzić infodropem.
      Tekst jest zbiorem „scenek rodzajowych”, jak to określiłaś, z paroma wątkami (z jednej strony jest Sneag/Solamh i dom Mian Lan, z drugiej badania arcymaga Iomhaira).
      Planuję napisać więcej (dwa kolejne fragmenty się piszą, ale chciałabym je jeszcze przepuścić przez betę.
      Dziękuję za bardzo długi i wyczerpujący komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s